CARPE DIEM,

CZYLI TEN CHOLERNY PIERWSZY KROK

 

Ta historia chyba wydarzyła się naprawdę. Potrzeba było jednak trochę czasu i dość znacznego zatarcia szczegółów, aby można się było przekonać o podniosłym charakterze przemian, jakie się dokonały w jej bohaterce.

 

Jak zwykle dla takich legendarnych opowiastek, miejsce akcji stanowi dość ważne tło. A jest nim wyspa. Nie żadne bezludne miejsce, spowite w mgle, ale typowa dla Mazur dość znacznych rozmiarów wyspa na jeziorze, połączona z brzegiem dwoma mostami: większym, z dość wysokim łukiem, o którym będzie jeszcze mowa, i niezauważalnym wręcz mostkiem, przez który przechodziło się bez tej świadomości opuszczania odległego od lądu skrawka ziemi.

 

Był piękny sierpniowy czas i chociaż nasza grupa zafundowała urlopy większości właścicieli lokalnych sklepów drogeryjnych, gdzie można było dostać środki na komary, przeciw komarom i na już zaistniałe ukąszenia, ani jedno latające bydlątko nie pojawiło się w naszej okolicy. Nie żałowaliśmy. Przepiękna pogoda i bliskość wody prowokowały do rozmaitych wodnych ekscesów, niekoniecznie bezpiecznych. Nie polecam, ale o jednym z nich chciałabym tutaj opowiedzieć.

 

Z natury jestem osobą ‘nie-do-wyciągnięcia-z-wody-jak-już-ją-zobaczę’ i jako taka, często sama prowokowałam sytuacje, kiedy ten kontakt z jeziorem można było określić na skali od 0 do 10 jako 10!. Moi znajomi odkryli wtedy niesamowitą przyjemność tego dreszczyku emocji, kiedy człowiek jest bliski zrobienia sobie krzywdy, widzi przed oczami scenariusz dotychczasowego życia i zastanawia się, po co mu to wszystko. A jednak to robi. Rzecz cała dotyczy skoków do wody z wcześniej wspomnianego imponującego łuku mostu łączącego wyspę z lądem stałym (nie polecam, ani nie zachęcam, zawsze mogło się nie udać).

 

Sama też bardzo chciałam spróbować, aby poczuć ten dreszcz emocji, kiedy łamiesz swoje wszystkie opory, a krzyczący rozsądek zagłuszasz, jak sąsiada głośno słuchającego disco polo. W tamto upalne popołudnie stanęłam na barierce mostu, aby na przekór sobie poznać ten smak zakazanej przyjemności. Lekki wiatr jakby próbował mnie powstrzymać, odwrotnie, niż zagrzewający mnie do walki z samą sobą znajomi. W takim momencie człowiek tworzy własne modlitwy do sił wyższych. Moja brzmiała następująco: „wcale nie musisz skakać – zrób tylko jeden krok przed siebie”.

 

Skoczyłam. Dreszcz emocji, te nie dane człowiekowi chwile w powietrzu, a potem zieleń otaczającej wody. Tak szybko, tak prosto. Nie do wiary, jak szybko dzieją się rzeczy mogące okazać się dla ciebie zgubne. Ale potem, kiedy już jesteś w wodzie, musisz pływać, chyba, że sam chcesz utonąć.

 

Te sekundy okazały się ważkie dla całego mojego dalszego życia. Będąc ówcześnie chorobliwie nieśmiałą osobą, znaną pod tak wiele mówiącymi określeniami, jak: „no, wiesz, ta wysoka koleżanka Magdy”, czy „ta dziewczyna, co gra na gitarze, z tamtej grupy na wyspie”, w chwilach zwątpienia w swoje własne możliwości w myślach po raz kolejny stawałam na moście, aby, nie za wiele się zastanawiając, zadzwonić, napisać, czy odwiedzić osobę, na której mi zależało, odezwać się do nieznajomego człowieka, czy przysłowiowej pani na poczcie, nieprzychylnie spoglądającej w moją stronę. Aktualnie nie bardzo ktokolwiek wierzy w tę moją rzekomą nieśmiałość. Ale czasami dalej skaczę z mostu. Nie za długo myśląc wystukuję numer telefonu, nie zastanawiając się nad konsekwencjami tego czynu, słysząc zaś czyjś głos, znów pływam, aby nie utonąć – rozmawiam. Ten prosty przykład, może śmieszny dla osób przebojowo nastawionych do świata, jest sytuacją stresującą dla wielu ludzi. Napisać list do człowieka, na którego opinii zależy mi najbardziej, wejść do pokoju pełnego obcych ludzi, przedstawić się jako pierwszy (-a)... Też to zna(-ła)m. Teraz znajomi słuchają tego jak bajki dla dzieci, zakładając, że to niemożliwe, aby tak kiedykolwiek mogło być. Ale na pewno jeszcze nie raz przypomnę sobie ten sierpniowy wyczyn na skraju nierozsądku i szaleństwa.

 

I doceniłam tę przyjemność, kiedy ludzie używają twojego imienia...

 

To i dla ciebie do przemyślenia...

 


Góra strony