KIM ja jestem? Kim JA jestem? Kim ja
JESTEM?
Jestem żuczkiem. Co to znaczy? Czy
tylko, że jestem jednym z wielu mi podobnych, należących do tego gatunku
stworzonek? A czymże jestem wobec wieczności? Jaka jest moja rola w istnieniu wszechświata?
Czy mu w jakimś stopniu pomagam przetrwać? Komu-m pan, a komu-m sługa? Czy
słońce, czyli ta ciepła złota kula, wie o moim losie więcej, niż ja? A kto to
wie w takim razie?
Koło mnie towarzysz mojej drogi turla
swoją kulkę. Wytrwale i bezmyślnie. Patrzy na drogę przed nami, by wyturlać ją
jak największą. Parę ździebełek, błocko! ach, tego więcej, więcej — nigdy za
wiele!
Idę wraz z nim, choć towarzystwa tego
nie lubię i się nim brzydzę. O ile mogę o obrzydzeniu mówić ja —
pozwólcie, że się przedstawię — Gnojarz, Żuk Gnojarz. Idę z nim, choć
towarzystwo niewybrednie niskiego pokroju reprezentuje. Nie czytuje
poezji, nie włada językami obcymi, nie bywa w świecie. Istnieje —
i to chyba jego największe osiągnięcie. Chyba, że weźmiemy pod uwagę jego
zeszłoroczne zwycięstwo w konkursie na największą i najkształtniejszą kulkę. Ja
— jego towarzysz drogi — wiem o machlojkach, które doprowadziły do tego
sukcesu. Dodatkowe warstwy liści, przekupywanie (sic!) napotkanych stworzonek,
a potem... tak, tak! nie zapłacony podatek od wygranej!
Próbuję go co jakiś czas zagadnąć o to i
owo, ale rozmowa się nie klei (pardon!), w przeciwieństwie do naszej
pracy. Moja kulka staje się coraz bardziej bezkształtna i niewymiarowa, bo
w gwiazdy spoglądam i pięknem ich się zachwycam, cicho wzdychając. Mój
towarzysz o zdrowie moje wtedy pyta, a odpowiedzi nie uzyskawszy, raczy mnie
opowieścią o swojej (prawdopodobnie zmyślonej) burzliwej młodości. Słyszę co
mówi, ale go nie słucham. Idę dalej.
Kiedyś chciałem uciec. Zniknąć, rozpłynąć
się w mroku, a źdźbłem trawy zatrzeć ślady. Chciałem. Towarzysz mój, jak
przyklejony, pozostawał blisko. Za blisko.
I tak czas nam powoli mijał. Droga się
wiła i dłużyła, aż któregoś dnia zobaczyliśmy, to jest, chciałem powiedzieć, JA
zobaczyłem słowika. Śpiewał o pięknie, a głos jego tęczą barwił świat
naokoło. Jego istnienie i wolność dały mi nadzieję. Takim chciałbym być —
wymówiłem życzenie — i podreptałem
dalej.
(tutaj kończy się rękopis na
skrawku bibuły znaleziony w gnieździe)