Przyjdzie
może już dzisiaj... jeszcze rok temu nawet pamiętałam, jak wygląda. Dawno temu.
Zaczyna się jak jakaś bajka. A może to tylko moja wyobraźnia zagrała i
wytworzyła mojego własnego Godota. A może po prostu już jej nie ma wśród
żywych... idąc tu, do mnie, wpadła pod samochód... lub napadnięto ją w bramie,
gdy poprawiała makijaż...
Kolejna herbatka, kolejny stos papierów, kolejny postój
pod drzwiami za pięć trzecia. Kolejny dzień jak co dzień. Minął...
Kim jest? Dlaczego nie przychodzi? Jest zajętą biznesłoman
z teczką pełną Bardzo Ważnych Umów, o których ja nigdy się nie dowiem, chociaż
kilogramami papierów poznaczona ścieżka mojego życia? Chociaż i ja —
urzędniczka administracji państwowej za drzwiami z Bardzo Ważnym i Długim
Napisem, jestem niezbędnym ogniwem w tej skomplikowanej maszynerii. Też jestem ważna.
A może to z mojego powodu? Kiedy odwiedziła mnie po raz
pierwszy, tłumacząc swoją wizytę zwykłym „Potrzebuję zaświadczenia o hipotece,
czy jakoś tak...”, najpierw poleciłam jej napisać podanie, a gdy ona dość
bezczelnie poprosiła o papier, przegoniłam ją po schodach na parter po
znaczki skarbowe. Może to ją zraziło? A może to, że procedura przewidywało
nabycie kolejnych znaczków? Ale nie — teraz, po zmianie procedury, znaczków już
nie trzeba, wiesz?. No, przyjdź, proszę!
Ten papier dla niej leży tu od marca zeszłego roku.
Przecież to Tak Ważny Dokument; nie jest jej potrzebny??? Przez ponad półtora
roku pogniótł się i pożółkł, ale trzymam go po ręką w nadziei, że to już
może dziś... drzwi się otworzą i wejdzie...Wysoka, ładna, w futrze, albo nie —
w eleganckim płaszczu i kapeluszu. Czerwone usta. Nie, kiczowate... A może
fiolet? Ja też lubię ten kolor! Zamierzam jej o tym powiedzieć!
Kim jestem dla niej? Podpisem? Robotem? Nikim? Ja jej
pokażę! Nie musi mnie lubić, ale powinna szanować moją ciężką pracę i to, co
dla niej zrobiłam! Bez tego świstka nie dostanie na własność mieszkania, o
które ona lub ktoś jej bliski się stara. Ważna chcę być, jestem i będę!!!
To dziś. Przyszła. Fioletowy beret i kurtka z futrzanym
kołnierzem. Nieco nerwowa, ale uśmiechnięta. Tym razem wiedziała, jak nazywa
się ten Bardzo Ważny Papierek. Nie musiała mówić nawet, jak się nazywa, tylko
podała przybliżoną datę złożenia wniosku. Bardzo przybliżoną — „Oj, daaaaaaaawno...”
Uśmiech nie zawierał ani krzty poczucia winy. Mój własny Godot przybył i życzył
mi szczęśliwego Nowego Roku.
No i co z tego...